Obserwatorzy

niedziela, 8 listopada 2009

paskudna niedziela

nie cierpię niedzieli....głównie dlatego że nie przestaje mnie "nawiedzać" myśl ze następnym dniem jest poniedziałek i do pracy trzeba.  Kiedy ja sie taka marudna zrobiłam znowu? Chyba mnie ta jesień szara wykańcza. I pomysleć że ja lubiłam swoją pracę...jeszcze niedawno...Ba, powinnam ją lubic nadal...Problem w tym że jak nie radzę sobie z jakims zadaniem i nie widzę mozliwosci poradzenia sobie to czuję się przytłoczona i mam chęć rzucic w diabły to wszystko...ale jednocześnie nie umiem sie poddac...więc ciągle "knuję" i szukam rozwiązania.
Mam pokłute paluchy i nic nie dziergam...wczoraj zrobiłam kolczyki ażurowe cienkim szydełkiem i mnie "pogryzło". Myślę nad tym co mogłoby mi humora poprawić na dłuzej....ale nic nie wymyśliłam...Kolczyki robię...ale neistety to mnie tyż bawić przestało. Musi mi sie poprawic.....

Mały komplet ze szkła i posrebrzanych pólfabrykatów:

2 komentarze:

  1. teraz taki czas niestety... ale miejmy nadzieje, że niebawem pójdzie sobie sio... co do pracy to powiem tyle... jak się ją lubi a coś nie idzie to nic jej nam niestety nie obrzydzi... taka prawda byc moze troszke głupia, ale jednak... pozdrawiam ciepło i szybkiego powrotu do lepszego nastroju...

    ps. a kolczyki też fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja zauważyłam pewną prawidłowość, że jak jednego dnia coś nie wychodzi i w żaden sposób nie można znaleźć rozwiązania, to trzeba dać sobie czas i wrócić do zadania innego dnia (z lepszym nastawieniem). efekt? zaczyna wychodzić. zresztą sama pewnie też coś takiego zauważyłaś :)szkło kolczyków bardzo efektowne

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słówko :)